|
|
| :: Artykuły - Ezoteryka, Przebudzenie Duchowe i Świat Nowej Ery |
Zabezpieczenia i Egzorcyzmy
Tekst ten pochodzi z książki „Na Granicy Światów: Księga Tajemnic Międzywymiarowych Magów” mojego autorstwa. Stanowi jedynie fragment całości, która wzajemnie się zazębiając, wnikliwie i przystępnie zarazem - opisuje rejony rzeczywistość światów niefizycznych, jak również uczy adepta samodzielnego odkrywania, rozwoju i opanowania zdolności tak zwanego – postrzegania pozazmysłowego (PSI). „Na Granicy Światów” to książka, która mam nadzieję zainspiruje Cię i sprawy, iż Twoja świadomość, oraz zdolności percepcji – znacznie się poszerzą.
W książce znajdziesz omówienie min. takich tematów jak: Medytacja, OBE, LD, Czakry Aura i Energia, poziomy Świata Niefizycznego, Teleobserwacja, Magia, Afirmacje i wiele innych zagadnień z zakresu szeroko pojętej PSIoniki, Magii, oraz Rozwoju Duchowego.
Jeśli zaciekawi Cię tematyką mojej książki, więcej danych, oraz możliwość zamówienia, znajdziesz tutaj.
Sposoby diagnozowania obecności Larw Astralnych i ich pozbywanie się.
Jak już wcześniej wspomniałem - larwy astralne to dość ogólne pojęcie różnych prymitywnych istot świata astralnego, jakie mogą sporo namieszać w życiu człowieka.
Fakt, że bywają tak niebezpieczne i szkodliwe, nie jest bynajmniej powodowany ich inteligencją, czy jakąkolwiek inną „potęgą”, lub przewagą nad nami.
Przeciwne – larwy astralne, (do jakich w szczególnych wypadkach zaliczam także pomniejsze demony) to zazwyczaj strzępki świadomości – istoty bardzo ograniczone, które można przyrównać do wirusa.
Wirus sam w sobie nie ma nad nami żadnej przewagi, lecz z uwagi na jego specyficzne właściwości i oddziaływanie, może bardzo nam zaszkodzić.
Tak jest i w tym przypadku.
Jeśli chodzi o najbardziej pospolite „gatunki” larw - wyróżnić należy następujące oddziaływania:
Larwa astralna przyciągana jest określonym rodzajem wibracji – zazwyczaj jest to wibracja, jaką ta istota się żywi(pamiętajcie, że wibracje są elektromagnetyczną formą postaci myśli, uczuć, nastrojów i tym wszystkim, co o sobie myślicie – to jest Wasza wibracja). Dzieje się tak często w stanach poddepresyjnych, czy stanach ograniczonej świadomości i ewentualnie poczytalności.
Bywa to doskonałą zachętą dla tego stworzenia. W takiej sytuacji namierzywszy swojego przyszłego żywiciela, larwa „przykleja” się do jego aury (rzadziej do konkretnej czakry ofiary) i stymuluje powstawanie danego rodzaju emocji, którym się żywi.
Niestety, zdecydowana większość larw stymuluje emocje strachu, czy inne emocje o charakterze destruktywnym.
W takiej sytuacji dochodzi często do zapętlenia procesu. Emocje, czy myśli, jakie wywołuje u nas przyczepiona larwa astralna, nie wynikają z faktu, że np. boimy się czegoś konkretnego, ale jest to skutek działania na nas larwy astralnej.
Larwa stymuluje i wyzwala w nas dane emocje, a my popadamy w stan psychiczny związany z tymi emocjami. To sprawia, że larwa ma jeszcze więcej pożywienia i lepiej sobie radzi.
Ta reakcja może być zgubna dla człowieka, który nie będzie w stanie zrozumieć, co się z nim dzieje i, że jego psychiką ktoś może manipulować.
Ale larwy astralne przyciąga nie tylko dana wibracja.
Bywają bardziej „złośliwe” larwy, które w swym działaniu do złudzenia przypominają wirusy komputerowe rozsyłające się przez Internet!
Ten rodzaj larw astralnych potrafi zaatakować niespodziewanie człowieka, nawet w doskonalej formie psychicznej. Wystarczy, że w danym okresie jest nieco osłabiony, bo np. mało sypia etc.
W takiej sytuacji nasze naturalne „tarcze” (bariery ochronne) wbudowane w aurę nie są w stanie zatrzymać „wirusa” i kłopot gotowy. Nie mówiąc już o silnych larwach, dla których standardowa aura nie jest żadną przeszkodą.
Poza tym należy dodać, że larwa częstokroć sonduje nas w poszukiwaniu bodźca, na jaki jesteśmy szczególnie czuli, by wywołać jak największe skutki swej działalności.
Kilka lat temu przydarzyła mi się taka niemiła przygoda, kiedy to otrzymałem larwę astralną drogą internetową.
Jak to, zapytacie? Normalnie.
Trzeba Wam wiedzieć, że tekst to także zapis ludzkich emocji, w którym zakodowany jest wzorzec energetyczny osoby piszącej.
Larwa astralna potrafi się niczym komputerowy wirus zadomowić w owym przekazie i „zarazić” adresata.
W moim przypadku zaczęło się od tego, że moja przyjaciółka i ówczesna mentorka otrzymała pewien e-mail od nastolatka zafascynowanego czarną magią.
Nadmienić tu należy, że wśród takich ludzi – niedoświadczonych żółtodziobów sięgających po praktyki czarnej magii – aż roi się od takich, wokół których egzystuje cała masa astralnej dziczy. Pasożytując na nich, zagrażają przy tym wszystkim, którzy się z nimi zetkną.
Takie są skutki zabawy w ezoterykę, jeśli nie masz o czymś nie ma większego pojęcia.
Prawdziwi „czarni magowie” znają sposoby zabezpieczenia się przed tym i panowania nad astralną dziczą, ale to jest już temat na osobną książkę.
Wracając - znajoma dostała ową „niespodziankę” wraz z e-mailem od wspomnianego człowieka.
W efekcie jak grad z nieba, posypały się na nią rożne nieprzyjemne zdarzenia, a jej kondycja psychiczna znacznie się pogorszyła.
Wspomnieć należy, że owa osoba jest niezwykle ciepłą, rozwinięta duchowo istotą i fakt, że larwa się do niej przyczepiła świadczyć może tylko tym, że larwa musiała być niezwykle silna.
Znajomej udało się stosunkowo szybko ustalić, co jest grane. Podjęła natychmiastowe działania zmierzające do usunięcia larwy. Kiedy już się wydawało, że wszystko jest w porządku i kryzys został zażegnany, napisała do mnie przy okazji naszej zwyczajowej wymiany korespondencji? Niestety, ów pasożyt miast na dobre odejść w niebyt – wraz ze wzorcem energetycznym zawartym w e-mailu – trafił do mnie...
I wtedy się zaczęło. Larwa ta wywoływała bardzo charakterystyczne reakcje.
Po pierwsze, co jest niemal standardem w takich wypadkach – stan depresyjny.
Nie można przy tym pominąć jednego bardzo istotnego szczegółu.
Zapewne człowiek nie zaznajomiony z tematem, uznałby pojawiające się w nim emocje i myśli, za swoje własne. Osoba wprawiona w rozeznawaniu takich zdarzeń zauważy jednak różnice pomiędzy obcym wpływem, a doznaniami płynącymi z własnego wnętrza.
Sytuacja ta przyprawia często o zawrót głowy, gdyż doświadczamy bardzo silnych uczuć, jednocześnie zadając sobie sprawę, że „nie są nasze”. Egzystujemy wówczas jakby na dwóch poziomach, My – „opętani”, czyli owładnięci emocjami/myślami sztucznie wywoływanymi przez larwę, oraz My - świadomi całej sytuacji i choć często z niemałym trudem, kontrolujący całą sytuację.
W moim wypadku „pasażer na gapę” miał jeszcze jedną bardzo „ciekawą” i charakterystyczną cechę – powodował... nieodpartą chęć podcięcia sobie żył.
Tak! Zaznaczam, że nie chęć samobójstwa jako takiego, a samego podcięcia sobie żył.
Ta myśl się wizualizowała w moim umyśle, czułem przemożną chęć zrobienia tego.
Jednocześnie, dzięki bogom, wiedziałem, co się dzieje i nie pozwoliłem, by wtłaczane mi myśli i emocje zawładnęły mną na dobre.
Nawiasem mówiąc, w rzeczywistości nigdy bym sobie żył nie podciął, nie lubię uczucia upływającej krwi i na samą myśl, że czekają mnie jakieś badania i pobranie krwi, bardzo mnie zniechęca. Sposoby odebrania sobie życia też znam lepsze, więc tym bardziej było dla mnie jasne, że myśl ta nie pochodzi z mego wnętrza, a jest mi na siłę wtłaczana do umysłu.
Zaznaczyć muszę, że opisywaną tu sytuację należy jednak zaliczyć do kategorii bardziej skrajnych. Larwa astralna nie działa zazwyczaj aż z taką siłą. Należy potraktować to jednak jako jeden z możliwych scenariuszy w przypadku złapania tego astralnego szlamu.
Mój stan psychiczny był fatalny. Większość pozostałej mi energii zużywałem na kontrole stanu rzeczy. Nie chciałem dopuścić do dalszego pogorszenia. Poczułem, że może to być już skraj otchłani, nad którą stoi moje Ja i spoglądając widzi bezdenną pustkę, brak panowania nad sobą i samozniszczenie.
Co gorsza – nie skutkowały żadne standardowe procedury oczyszczania się z tego typu wpływów, a ja czułem się coraz bardziej bezsilny.
Niemniej byłem świadom postawionego przede mną wyzwania i tego, jak wiele nauki z sobą niesie.
Koniec końców, po tygodniu nieustających zmagań, udało mi się oswobodzić. Oczywiście jeszcze kilka dni wracałem do pełnej równowagi, niemniej tydzień czasu, przetrzymany w tak ekstremalnych warunkach, to już coś.
Nie życzę jednak nikomu takich niezapowiedzianych sprawdzianów własnych możliwości i kontroli nad swoją psychiką.
Zapewne niektórym z Was nasuwa się pytanie – czy wszyscy są tak samo narażeni? A może to rzadkość? – przecież w życiu codziennym nie słyszy się podobnych relacji.
Macie rację, nie słyszy się, no nie licząc oczywiście ludzi z wieczną, niewytłumaczoną niczym depresją, czy też ludzi uznanych za niepoczytalnych, jacy stracili nad sobą panowanie i siedzą teraz w zakładach zamkniętych, albo tych, którzy już nie zdołają opowiedzieć nam swojej historii, ponieważ są martwi.
Jest jednak coś, co sprawia, że człowiek wkraczający na drogę samorozwoju jest w pewnym okresie szczególnie narażony.
Otóż to jego stan energetyczny decyduje o tym, czy wyda się on „apetycznym kąskiem” dla tego rodzaju istot astralnych.
Energia, jaką wibruje rozwijający się osobnik, jest bowiem dla wielu astralnych pasożytów znacznie „smaczniejsza” i „bardziej pożywna” od energii przeciętnego człowieka, i dlatego ten drugi rzadziej może spotykać się z problemami takimi jak te.
Jednocześnie, jeśli ktoś zajdzie dostatecznie wysoko w rozwoju swego energetycznego ciała i odpowiednio wzmocni swoją psyche, to takie byty znacznie rzadziej będą mu się naprzykrzać, jeśli w ogóle.
Jako, że najbardziej zagrożeni są świeżo upieczeni adepci, warto znać kilka technik diagnozowania i pozbywania się nieproszonych gości.
Diagnoza:
Prawda jest taka, że jeśli nasze postrzeganie pozazmysłowe nie stoi na przyzwoitym poziomie, a my sami nie umiemy diagnozować stanu swojej aury i ewentualnych do niej podłączeń, to trudno będzie nam wyczuwać dobrze byty astralne. Wówczas pozostaje nam tylko samoobserwacja.
Zresztą samoobserwacja jest jedną z kluczowych kwestii na drodze naszego rozwoju w ogóle – to właśnie ona umożliwia zaobserwowanie całego szeregu zdarzeń i reakcji, nad którymi inni przechodzą do porządku dziennego. Kompletnie nie zwracają na nie uwagi i tym samym pozbawiają się bardzo cennego źródła wiedzy o sobie i otaczającym świecie.
To właśnie samoobserwacja i znajomość siebie pozwala nam określić, kiedy ulegamy obcym wpływom, a kiedy problem leży w nas samych.
Najlepszym na to przykładem jest wspomniana sytuacja, kiedy to podczas zetknięcia się ze wspomnianym bytem, natychmiast rozróżniłem wpływ z zewnątrz.
Gdybym nie znał „fizyki” takich zdarzeń, przyjąłbym zapewne bez refleksji, że mam podły nastrój i dość życia – ot co.
W takiej sytuacji już chyba tylko intuicja mogłaby mnie uratować przed dalszym niekontrolowanym rozwojem destruktywnych wpływów.
Tymczasem znając siebie, miałem świadomość zaistniałej sytuacji i tego, że część myśli ewidentnie nie pochodzi ode mnie.
Co do intuicji – warto jej zaufać i otworzyć się na nią. W sytuacjach, gdy nie posiadamy wiedzy i zdolności jej uzyskania, pozostaje nam intuicja jako główny doradca, co dalej mamy robić.
Trzeba jednak nauczyć się odróżniać intuicję od innych „szepczących głosików”, bo w potencjalnie najgorszym wypadku, można by za intuicję wziąć podszepty astralnych bytów, które „źle nam życzą”.
Intuicja zaś wypływa ze źródła świadomości, a nie ze świata astralnego.
Jak się tego pozbyć?
Sposobów jest wiele i zasadniczo można tu zastosować każdy rytuał oczyszczający, czy egzorcyzm; tak jak w przypadku innych bytów astralnych.
Na opisy tych wszystkich rytuałów przyjdzie jeszcze pora – tu przytaczam dwa najprostsze, które odnoszą się przede wszystkim do pozbywania się właśnie larw astralnych. Zaznaczam, że skutkują one na te bardziej przeciętne – z tymi paskudniejszymi wato postępować nieco „ostrzej”, co opiszę jako sposób trzeci. Jednocześnie już teraz zaznaczam, że są to tylko przykładowe techniki, w rzeczywistości jest ich o wiele więcej i można nawet, przy odrobinie wprawy, pokusić się o stworzenie własnych.
Świetlista aura:
Ta technika jest tak samo prosta, jak skuteczna – można by rzec, że jest wręcz genialna w swej prostocie.
Bazuje na prostej zasadzie, która mówi, że światło nie może współistnieć w jednym miejscu z ciemnością. Gdy zapalimy zapałkę, nawet najbardziej nieprzenikniona ciemność się rozstąpi, ustępując pola światłu.
W praktyce sprowadza się to do tego, że wizualizujemy, że nasza aura przybiera świetlisto - biały kolor i emanuje intensywnym światłem/miłością na wszystkie strony.
Nie są to warunki miłe larwom astralnym i te szybko odpadają - dosłownie i w przenośni - od naszej aury.
Operacja ta poprawia również ogólną kondycję naszej aury, a przez to zabezpiecza nas na przyszłość przed ew. atakami i innymi kłopotami związanymi z osłabieniem aury (m.in. chorobami wywołanymi przez wirusy!).
Warto więc wykonywać to ćwiczenie choćby w celach profilaktycznych powiedzmy raz dziennie w czasie medytacji. Pod koniec można też dodać wizualizację ochronnej tarczy w kształcie jaja wokół naszej aury, która odbije bądź zniweluje wszelkie negatywne energie wysłanie w naszą stronę.
Oczyszczający wiatr:
Technika ta bazuje na wykorzystaniu żywiołów, a w szczególności żywiołu powietrza.
By oczyścić się idziemy na spacer w ustronne miejsce, które napełni nas spokojem i inspiracją.
Prosimy żywioły o to, by dały nam siłę i oczyściły ze wszystkiego, co ma na nas niekorzystny wpływ. Niech Ogień wypali, Woda obmyje, Ziemia niech da nam oparcie, a Wiatr zabierze wszystko to, czego chcemy się pozbyć ze swego wnętrza...
Można oczywiście zrobić to bardziej szczegółowo, przyzywając kolejno poszczególne żywioły i dokonując odpowiednio wyszukanych wizualizacji, ale uważam, że nie jest to jednak najważniejsze. Intencja sama w sobie, oraz wyrażenie Woli, są kluczem od osiągnięcia sukcesu.
Jeśli komuś natomiast odpowiadają bardziej skomplikowane rytuały magii ceremonialnej, bo np. te bardziej do niego przemawiają, to może śmiało zrobić to wedle własnego uznania, oczywiście z zachowaniem zasad „magicznego BHP”.
Odbiegam jednak trochę od tematu. Technika bowiem bazuje na wykorzystaniu Wiatru.
Stajemy więc na otwartej przestrzeni – może to być jakiś pagórek etc. Następnie staramy się poczuć przestrzeń i owiewający nas wiatr – choćby był naprawdę minimalny.
Wizualizujemy, jak wiatr przenika przez całe nasze ciało, zabierając ze sobą wszelkie problemy i szkodliwe energie, pozostawiając nas czystymi i spokojnymi.
Technika ta jest prosta, a jej skuteczność nad wyraz zadowalająca.
Polecam ją zwłaszcza ludziom kochającym przyrodę i jej energie.
Sposób, w jaki pozbyłem się wspomnianej wyżej istoty, wydaje się być sposobem uniwersalnym, lecz zaznaczam, że jest on wariacją i połączeniem metod przeze mnie samodzielnie odkrytych i opracowanych, oraz kilku innych technik. Początkowo użyłem go improwizując. Jest to mój całkowicie subiektywny sposób, który odniósł już skutek w stosunku do niejednego „mackowatego problemu”.
Mimo to, procedurę oparłem o stare, sprawdzone sposoby, więc nie jest to też coś, co „spadło z nieba”. Po prostu połączyłem i usprawniłem dostępne techniki.
Widząc, że oczyszczająca energia wiatru, (jakiej zazwyczaj używam do pozbycia się natrętów) nie wystarcza, zacząłem wizualizować rozświetlanie się aury, jak w jednej z powyżej opisanych technik. Jednak by spotęgować efekt, świadomie przestrajałem swoje ciała i synchronizowałem z wysokimi pozytywnymi wibracjami Światła, niejako przenosząc całego siebie na zupełnie inny plan od tego, na którym operował natręt.
Ta metoda, do której zresztą sam doszedłem, nie przeczytawszy o niej wcześniej w żadnych mądrych książkach, według moich doświadczeń jest jedną z najskuteczniejszych - jeśli nie najskuteczniejszą - w obronie przed wszelkimi bytami astralnymi. Zaletą jej jest również to, że nie ma konieczności bezpośredniej konfrontacji siłowej z danym bytem. Jest to jednak technika o tyle trudna, że wymaga świadomego zaangażowania swoich subtelnych ciał w proces przestrajania. Mówiąc krótko - nie chodzi już o samą wizualizacje, choć ta jest nadal podstawą. Należy świadomie „przetaktować” swoje systemy energetyczne tak, by niejako „zniknąć” z wymiaru wibracji, w których operuje nasz agresor.
Ponieważ larwa była wyjątkowo zawzięta, powyższe działania praktykować musiałem kilka dni, nim udało mi się osiągnąć ostateczny, zadowalający efekt. Wspomagałem się przy tym codzienną sugestią (afirmacją) przed snem, odnośnie dobrego stanu, w którym mam się obudzić (by również podświadomość zaangażować do działania) oraz, jak zwykle przydatną w takich sytuacjach, prośbą do Opiekuna o pomoc w zażegnaniu kryzysu.
Wszystko to razem, mimo mało efektownego brzmienia, jest potężnym narzędziem działania i nadaje się do uniwersalnego stosowania w większości sytuacji kryzysowych, na które możemy trafić.
Technika przestrajania nadaje się również do oddziaływania na osoby trzecie i to w znacznie poważniejszych sytuacjach.
Jednym z takich dramatycznych zdarzeń było demoniczne opętanie bliskiej mi osoby, do którego doszło w najmniej spodziewanym monecie, a był to wynik - jak się później okazało - Modlitwy Śmierci odprawionej w mojej intencji, co - mówiąc krótko - powinno mnie zabić bardzo szybko. (Modlitwa Śmierci to praktyka wysłania demona, który zazwyczaj błyskawicznie zabija ofiarę, w niesamowitym tempie wysysając z niej życiową energię). Demon jednak, nie mogąc dobrać się do mnie bezpośrednio, znalazł sobie słabszą istotę, która nagle zapałała nieodpartą chęcią rzucenia się na mnie i zabicia mnie... Jeśli ktoś myśli, że ta osoba mnie zwyczajnie nie lubiła to powiem tylko, że była to wybranka mego serca, z która właśnie spędzałem bardzo miły, intymny wieczór i ani w głowie nam były jakiekolwiek wzajemne antypatie.
Jeśli oglądaliście dreszczowce o podobnej, demonicznej tematyce, to zaręczam, że to, co widziałem, mało odbiegało od filmowych scen mrożących krew w żyłach. Chociaż, by dojrzeć zarówno demona, jak i efekty energetyczne wywoływane przez niego, a także moje środki zaradcze - należałoby mieć mocno wyczulone postrzeganie pozazmysłowe.
Tym razem sprawa była na tyle poważa, że do akcji musiało wkroczyć kilku Opiekunów, co samo w sobie jest rzadkością, bo zazwyczaj zjawia się jeden z nich. Tym razem towarzyszyło mi kilku, tworząc nad pomieszczeniem, w którym przebywaliśmy, krąg i zsyłając słup światła obejmujący nas i większość pomieszczenia, który przestrajał cały ten obszar na częstotliwość niedostępną dla demona. Tworzył barierę i skutecznie izolował nas od jego działania. Oczywiście wcześniej musiałem podobnym przestrajaniem dosłownie „odlepiać” czarną maź energetyczną demona, która przywarła mocno do ciała energetycznego mojej partnerki, i poprzez którą demon przejmował nad nią kontrolę.
Ta zorganizowana akcja zakończyła się ostatecznie sukcesem, a ja zrozumiałem, że w umiejętności przestrajania, którą odkryłem - kryje się ogromy potencjał! A jeśli w przestrajaniu pomogą (a zrobią to, gdy będzie to naprawdę konieczne i porosimy o to) Opiekunowie, to nie ma takiej siły, która mogłaby nas pokonać. Oczywiście zakładając, że prezentujemy już odpowiednio wysoki poziom postrzegania pozazmysłowego i kontroli nam swym ciałem energetycznym, energiami subtelnymi wokół nas, a także posiadamy świadomość i pewność siebie. Ponieważ są to niezwykle istotne czynniki decydujące o powodzeniu w tego rodzaju sytuacjach.
Pamiętajcie – „strach jest początkiem porażki”, a wiele negatywnych bytów właśnie z niego czerpie swą siłę. Nie dajcie się zastraszyć! Odwaga, nieugiętość, siła Woli i opanowanie powinny charakteryzować każdego, kto na poważnie chce wchodzić w jakiekolwiek interakcje z bliżej mu nieznanymi istotami świata astralnego.
Wracając jednak do tematu i podsumowując go – przestrajanie siebie (i nie tylko), czyli zdolność do zmiany „płaszczyzny wibracyjnej”, na której istniejemy, bez konieczności zmiany miejsca, moim zdaniem jest jedną z najważniejszych technik na drodze do zapanowania nad jakością i bezpieczeństwem własnej egzystencji.
Więcej informacji, między innymi. jak panować nad „dziczą astralną”, oraz jak tworzyć pomocne nam istoty – astralne sługi, znajdziesz w książce.
Zapraszam!
13.03.2005
Qba |
|